Witajcie :)
Zanim przygotuję dla Was wpis z prezentami, które totalnie mnie rozczuliły w tym roku i zachwyciły jednocześnie, zapraszam na wpis o produkcie, który miałam okazję poznać w tym roku i niestety poleciał w świat... Wiem, że u wielu osób jest to totalny ulubieniec, ale u mnie wypadł średnio.
Oczywiście to tylko moja opinia ;)
Mowa o Meet Matt(e) Nude z The Balm, który dostałam kiedyś w ramach wymianek kosmetycznych. Cieszyłam się z niego ogromnie, jednak do momentu pierwszego z nim kontaktu. Nie wiem, czemu, ale zupełnie nie umiałam pracować z tymi matami, oczywiście jasne dawały radę, ale ciemne były tak smoliste i tak mocne, że nawet po godzinnym blendowaniu bałam się efektu pandy. A że jasnych odcieni w tym zestawie niewiele podarowałam go przyjaciółce, której też się ów Matt spodobał...jak się okazało, to była również krótka znajomość.
Niby pigmentacja super, odcienie ładne, a jakoś się z tą paletą nie polubiłam.
Szkoda, bo markę The Balm zawsze kojarzyłam z dobrymi cieniami do powiek.
A jak u Was się spisywał Matt, jeśli miałyście okazję go poznać? :)
Nadal Wesołych!

